„Kacper Ryx i król alchemików” Mariusz Wollny

I tak dochodzimy do czwartej i ostatniej część przygód Kacpra Ryxa (czy już raczej imć Turopońskiego), doktora medycyny i królewskiego inwestygatora. Trzeci tom zakończył się tak, że już nic tylko „…i żyli długo i szczęśliwie” (z lekką nutką niepokoju, patrz Kettler), ale w życiu Ryxa nic nie układa się prosto. Choć nasz Kacperek już dorósł, osiadł w pięknym domu pod Krakowem (na dzisiejsze, to prawie w centrum), porzucił profesję inwestygatora i tylko przyjmuje pacjentów. Ma cudowną żonę, Jankę, syna Kacpra Juniora – żyć nie umierać.

Zawsze mnie zastanawiało, co się dzieje po sformułowaniu „…i żyli długo i szczęśliwie”. W przypadku Kacpra jednak tak różowo nie jest. Jego relacje z Janką odległy pewnemu ochłodzeniu, zdrowie już nie to, umiłowane przygody – dawne dzieje, teraz tylko rutyna i flaszka dobrego trunku, niejedna zresztą. Do czasu. Nowa zawierucha szykuje się w związku z elekcją kolejnego władcy: o tron będą walczyć Zygmunt III Waza, wnuk Zygmunta I Starego, i arcyksiążę Maksymilian III Habsburg. Jak wiemy, zwyciężył Zygmunt – i to on jest tytułowy królem alchemików (tak, miał pracownię alchemiczną na Wawelu). Zresztą, alchemii będzie w powieści sporo: spotkamy też twórcę kamienia filozoficznego Setona i Michała Sędziwoja (ten ostatni wcale nie jest taki sympatyczny i honorowy, jak na przykład można sądzić po lekturze trylogii Andrzeja Pilipiuka…). Będą i różokrzyżowcy, i praski golem rabbiego Marahala (aka Jehuda Loew), i epidemia dżumy, i mnóstwo spisków. Kacper będzie musiał lawirować między różnymi wrogami, nowymi i starymi, a tym razem stawką jest najwyższa – bo nie idzie tylko o jego życie, ale o bezpieczeństwo jego żony i syna. To już nie jest ten beztroski Kacperek, bezczelny i szelmowaty, którego znamy z poprzednich tomów. Dorósł, spoważniał – choć nie do końca – ale ambicja, spryt i geniusz inwestygatora pozostały. Żal nieco, ale cóż, tak być musiało.

Jak to zwykle u Wollnego – siła rzeczy z historii Polski i Krakowa można się dowiedzieć. Wciąż jestem zachwycona stylem, a „turbacje” pozostają moim ulubionym słowem. Z jednej rzeczy się w sumie cieszę – obawiałam się, że Kacper pozna swoje pochodzenie (to już byłaby dla mnie przesada), ale na szczęście on sam woli pozostać w niewiedzy, a czytelnicy razem z nim. Jedyne, co mi się nie podobało – uwaga, będzie spoiler! – to zakończenie. Ja wiem, tak musi być, niemniej znów: żal nieco.

I na koniec: Kacpra Ryxa można odnaleźć także w sieci! Na razie znajdziemy tak tylko mapę Krakowa z opisanymi miejscami z powieści, ale mam nadzieję, że na tym nie koniec. Do zobaczenia, mości Turopoński. Będę tęsknić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s