„Taniec ze smokami. Część II” George R. R. Martin

Jak to się ładnie składa – rok temu, w czas Wielkiejnocy, skończyłam czytać „Grę o Tron”. W tym roku przeczytałam „Taniec ze smokami” (dodam, że Boże Narodzenie spędziłam w towarzystwie dwóch poprzednich książek). Plus rok temu akurat wchodził serial – tak, przyznaję bez bicia, to stąd moje zainteresowanie „Pieśnią Lodu i Ognia” – a tu już drugi odcinek drugiego sezonu. Ładnie się składa, zaiste.

Tyle tych sentymentów historycznych. Konkretów będzie mało. Nie będę się wdawać w fabułę, bo nieznającym sagi Martina mogłoby to nieco zepsuć zabawę, a fani i tak wiedzą, o co się rozchodzi. Próbować stłoczyć takie bogactwo wątków w jedną, mała recenzję to rzecz nie tyle niewykonalna, co bezsensowna. Grunt, że nieustannie nie idzie się od draństwa oderwać. Wydawałoby się, że ledwie kilka rozdziałów minęło, a tu koniec powieści (bagatela, 700 stron!). I, jak zawsze, urywa się w takim momencie, że po prostu zionę pragnieniem przeczytania kolejnej części. Tylko, że tym razem, niestety, muszę poczekać, aż Autor ją napisze… i tak przyjdzie mi czekać pewnie ze trzy lata na dalsze koleje losów Jona, Daenerys, Tyriona – moja trójka ulubieńców – i reszcie ekipy. Czy warto? O Boże, każda strona warta czekania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s