„Tokijskie ABC” Olgierd Budrewicz

Przeczytałam (no, przyznaję się, raczej przekartkowałam) tę nieco sfatygowaną książeczkę w ramach studiów komparatywno-chronologicznych. To znaczy, bardzo lubię czytać relacje gaijinów z wojaży z Kraju Kwitnącej Wiśni. A porównanie chronologiczne w tym wypadku opiera się na tym, że „Tokijskie ABC” wydano w 1970 roku. To relacja Olgierda Budrewicza, dziennikarza i pisarza, reportera wielu warszawskich – i nie tylko – gazet. Budrewicz odwiedził reportersko ponad 160 krajów, niektóre jako pierwszy polski dziennikarz.

Mamy więc wycieczkę po Tokio Tower, Teatrze Narodowym (zarówno spektakl kabuki, jak i okazały się wyzwaniem ponad możliwości Autora), Kasumigaseki (najwyższy na tamte czasy wieżowiec), rozliczne bary, fabrykę Sony, Canona i wiele innych miejsc. Będzie o hostessach, jedzeniu, górze Fuji, samurajach i supernowoczesnych pociągach (200 km/h, dacie wiarę?). Budrewicz zwiedził Tokio wzdłuż i wszerz, ale nie tylko – wybrał się też do Nary i Kioto (określa to ostatnie jako „Kraków Japonii”). Odwiedził Hiroshimę, zresztą niecałe ćwierć wieku po zrzuceniu bomby atomowej. Wstrząsająco opisuje miasto, które nigdy nie pozbędzie się piętna katastrofy. Od razu przyszła mi na myśl Kesennuma i inne miasta, zniszczone przez zeszłoroczne trzęsienie ziemi i tsunami…

Wrażenie z lektury mam dwa, jedno tyczy zmienności, drugie niezmienności. Primo, zmiany, jakim podlega nasz świat – i ich tempo! – bywają zatrważające. Jako ilustracja – rozczulająca scena w fabryce Sony, kiedy to Autor opisuje swoje poruszenie nowym wynalazkiem, zwanym videocorder. „Posiadacz może nagrywać kolorowy (sic! – JM) program telewizyjny, a następnie odtwarzać go dowolną ilość razy, zatrzymywać obraz, puszczać go w zwolnionym tempie etc., może także filmować i natychmiast odtwarzać scenę z życia, na przykład z sali operacyjnej, ze stadionu sportowego itd.”*, zachwyca się Budrewicz. Ani chybi czary.

Secundo, niezmienność. Niezmienna wydaje mi się japońska mentalność. Honoryfikatywność, uprzejmość. Specyficzne relacje damsko-męskie. Ciężko to uchwycić w słowa. Nie chodzi mi o to, że owa mentalność skostniała gdzieś na poziomie szogunatu Tokugawów, ale że wobec pędu cywilizacyjnego i zmian technologicznych te mentalne bywają… powolniejsze.

Na zakończenie – jeszcze jeden cytat. O sushi. „Dwa kęski, ale jakże to trudne do przełknięcia! O-Sushi to rodzaj japońskiej kanapki. Składa się często z tych samych elementów: surowej ryby, ryżu i „opakowania” w postaci listka wodorostu. Wszystko razem jest zimne i mdłe, stanowi jednak przysmak Japończyków”**. Ach, gdyby Budrewicz wtedy wiedział, że czterdzieści lat później będziemy na te mdłe dwa kęski wydawać ciężkie pieniądze…

* Olgierd Budrewicz, „Tokijskie ABC”, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 1970, s. 152-153.
** Tamże, s. 215.

One thought on “„Tokijskie ABC” Olgierd Budrewicz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s