„Kobieta na krańcu świata” Martyna Wojciechowska

Wojciechowską kojarzę z wyglądu – „a, to ta podróżniczka”. Że coś tam w telewizji prowadziła, że jakąś książkę napisała. „Kobietę…” pożyczyła mi Kasia (dzię-ku-ję!) i przykazała czytać. I trafiła w sam raz, bo to trochę podróżniczo, owszem, ale i kobieco, i kulturoznawczo – a to lubimy bardzo.

„Kobieta…” to książkowa wersja programu telewizyjnego pod tym samym tytułem. Oglądać można trzy „sezony”, przeczytać dwie. I tak z Martyną i jej ekipą podróżujemy do najbardziej egzotycznych zakątków świata, by spotkać się z niezwykłymi kobietami i poznać ich życie. Carmen, zapaśniczka z Boliwii, walczy na ringu z mężczyznami. So Tonh, pracuje na polu minowym w Kambodży i nigdy nie wie, czy wieczorem wróci do domu. Bien, Wietnamka, mieszka na łodzi w zatoce, hoduje ryby. Raisiua z namibijskiego plemienia Himba właśnie wyszła za mąż. Edith jest jedną z niewielu kobiet-kowboi w Argentynie. Jacqueline, Wenezuelka i Miss Świata, bez skrępowania opowiada o swoich zastrzykach z botoksu. Daphne prowadzi w Kenii sierociniec dla słoni. Maryam i Wache, pierwsza i druga żona pewnego muzułmanina z Zanzibaru, mieszkają o 19 kroków od siebie. Dziewięć wspaniałych kobiet. Martyna pyta je o zmagania z codziennością i marzenia, razem z ekipą dokumentuje ich zwykły dzień.

Pięknie wydana książka, pełna wspaniałych zdjęć. Dużo się można dowiedzieć, parę razy skłonić do refleksji. Niektóre rzeczy mnie zupełnie zaskoczyły – jak choćby cały rozdział o kambodżańskich polach minowych. A z kolei rozdział o sierocińcu dla słoni jest wzruszający. Zatem, polecam. I oczekuję na kolejną książkową część wypraw Martyny Wojciechowskiej.

PS. A za pożyczenie podziękowania należą się Kasi :)

One thought on “„Kobieta na krańcu świata” Martyna Wojciechowska

  1. Podchodziłam do tej ksiązki niechętnie, a potem nie mogłam sie oderwać. Prawdą jest, że niektóre rozdziały są ciekawsze, ale z drugiej strony czy można porównywać kobiety zbierające miny w Kambodży i wenezuelskie królowe piękności? W takim wypadku trudno stopniować „ciekawość”, ale na pewno trzeba się zachwycić Damą Daphne Sheldrick i jej sierocińcem dla sloniątek, które tak bardzo przypominaja nasze „ludzkie” dzieci. Po przeczytaniu książki bardzo żałuje, że nie oglądałam programów Martyny Wojciechowskiej. Ale może nic straconego?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s