„Kacper Ryx” Mariusz Wollny

Nie zdziwcie się, jeśli przez najbliższy czas będę mówić staropolszczyzną. Znaczy, więcej niż zazwyczaj. To się rzuca na umysł. Z góry przepraszam.

„Kacpra Ryxa” odkrył mój Pan Tata, a dokładnie, polecił mu to współpasażer w podróży pociągiem. Powieść łotrzykowska? Stylizowana na staropolszczyznę? W Krakowie się dzieje? Zbójcy, czary, miłość i tajemnice? Moją reakcję na opis fabuły można było opisać jednym słowem: DAWAĆ (w domyśle: mi tę książkę zaraz natychmiast chcę)! Entuzjazm po lekturze utrzymuje się nadal, zwłaszcza, że czekają mnie jeszcze trzy tomy.

Kacper Ryx (sierota, znaleziony pod furtą kościoła Duchaków 6 stycznia 1550, nazwany na cześć Święta Trzech Króli), lat 19, studiuje medycynę na Akademii Krakowskiej. Pomieszkuje u ciotki Balcerowej, swojej mamki, w dzisiejszym Zaułku Niewiernego Tomasza. Ma niezwykły talent, bestia, do rozwiązywania zagadek, a że jest chłopina sympatyczna i bystra, to ma całe rzesze kolegów i znajomych: Mikołaj Sęp-Szarzyński, Jan Kochanowski, Łukasz Górnicki… podejmuje się różnych zadań, także na wysokim szczeblu politycznym: a to odnalezienie skradzionej królewskiej pieczęci, a to rozwikłanie tajemnego spisku braci Mniszchów, którzy omotali króla Zygmunta Augusta. Pierwsze sukcesy owocują nadaniem Kacprowi tytułu królewskiego inwestygatora i możliwość prowadzenia śledztwa na własną rękę. To zupełnie nowa na tamte czasy profesja. Kacper będzie zajmował się wyjaśnianiem morderstw, poszukiwaniem zaginionych rzeczy i osób, ba! sprawi sobie nawet stosowny szyld przy gospodzie „U Balcera”: „Inwestygator królewski, na frasunek lepszy niźli trunek”. Na jego drodze pojawi się całe mnóstwo historycznych postaci: wspomniani już Kochanowski i Sęp-Szarzyński (którzy co chwila rzucają autentycznymi fraszkami i wierszami), miłościwie panujący Zygmunt August, czarnoksiężnik Twardowski, a także paskudny burmistrz Krakowa, Erazm Czeczotka, zwany „Małym Borgią” z uwagi na zamiłowanie do rozpusty, cudzołóstwa i grzechów wszelakich. Będzie się działo.

Zachwycona jestem. Dobrze skonstruowana i świetnie napisana powieść, acz język – bardzo specyficzny. Słowa typu „ergo”, „azaliż”, „ajuści”, padają co dwie strony (a w moim idiolekcie – co trzy zdania). To trzeba lubić, ja akurat uwielbiam. Kacper co prawda momentami straszliwie niepokalany, ale co poradzić, taka konwencja, nawet nie bardzo mi to przeszkadza. Kraków tamtych czasów fantastycznie odmalowany – a dawne dzieje miasta są bardzo bliskie memu sercu. Mnóstwo się można dowiedzieć ciekawych rzeczy o historii, życiu codziennym i nie tylko. Nie jest to książka, która się wszystkim spodoba, ale polecam choć spróbować, zwłaszcza krakowofilom.

Na marginesie – potrzeba nam i polskiej literaturze nieco… lżejszego spojrzenia na własną historię. Dużo u nas książek, w których pełno – jak to mówi znana mi pani doktor polonistyki – „bogoojczyźnianego pojękiwania”. A tyle się u nas działo niesamowitych rzeczy! Jaką by można piękną powieść napisać o Auguście i Radziwiłłównie. Ale na szczęście kilka rzeczy jest – czeka już na mnie „Smok w herbie”, powieść o Bonie Sforzy. Tylko czasu, czasu wolnego…

No i w ramach wyzwania „Z półki”.

4 thoughts on “„Kacper Ryx” Mariusz Wollny

  1. Początkowo miałam problemy z tą staropolszczyzną, która tak uwielbiasz, ale po stu stronach jakoś zaskoczyło. Książka jest naprawdę znakomita i teraz czekam w kolejce na drugą część, która jest podobno jeszcze lepsza. Pan Mariusz Wollny, którego mieliśmy okazje poznać przy okazji otwarcia sklepu „U Kacpra Ryxa”, wyjawił, że ma dalsze nowe plany literackie, ale szczegółów nie chciał zdradzić. Na wszelki wypadek trzymam kciuki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s