„Krawcowa z Madrytu” María Dueñas

Niech Was nie zwiedzie tytuł i okładka! Tak, mogłoby się zdawać, że to babskie romansowe czytadełko (przeciw którym, Boże broń, nic nie mam), ale, jak to mówiły Bene Gesserit, nie oceniaj książki po okładce. Bo zawartość, ach, zawartość naprawdę zachwyca. Długo podchodziłam do tej powieści, najeżona uprzedzeniami, i znów zachęcona namowami osób, którym w sprawie literatury ufam, zaczęłam lekturę. I przepadłam, nie było mnie, tylko Madryt, Maroko, Lizbona, szpiedzy i… wykroje strojów.

Tytułową krawcową poznajemy jeszcze jako dziewczę nastoletnie. Sira Quiroga mieszka z matką, również krawcową, w Madrycie. Uczy się fachu, pracuje, poznaje przyzwoitego młodego człowieka, planują ślub. I jedna maszyna do pisania zmienia jej życie na zawsze. Sira poznaje olśniewającego Ramia (który rzeczoną maszynę sprzedaje) i tak jest nim zauroczona, że rzuca swoją dotychczasową rzeczywistość i wyjeżdża do Maroka. Niestety, Ramiro okazuje się podłym draniem, porzuca Sirę (nie omieszka też jej okraść z całego dobytku) i dziewczyna musi sobie radzić. Sama, na obcej ziemi, nie znając języka. Ma tylko jedną rzecz: talent do szycia. I nie tylko do szycia, jak się okaże.

Spokojnie, zdradziłam Wam ledwie część akcji z pierwszych 70 stron. Powieść liczy ich sobie prawie 600 (ach, jak ja ubóstwiam grubachne tomiszcza) i dzieje się tyle, że aż chce się frunąć przez kolejne strony. W proniemieckim Maroku Sira staje się jedną z najbardziej pożądanych krawcowych. Suknie szyją u niej różne klientki, jak choćby Rosalinda, ekscentryczna Angielka, która pozostaje w bliskich stosunkach z frankistowskim ministrem (to zresztą postaci historyczne). Przyjaźń z Rosalindą pokieruje losy Siry na zupełnie nowe tory…

Wojna domowa, dyktatura Franco, naziści (i ich żony), II WŚ, wywiad brytyjski i MI6, no czego tam nie ma! Gruntowne studia nad epoką (bibliografia jest imponująca) pozwoliły Autorce na odmalowanie niesamowitego krajobrazu tamtych czasów – zwłaszcza Maroka u progu wojny. Jest kilka postaci, których nie sposób nie lubić – jak Candelaria czy Marcus, jest intryga, jest i romansik. Pozostaje tylko z zachwytem oddać się czytaniu. Co zresztą szczerze polecam.

I przeczytałam w ramach wyzwania „Z półki”.

4 thoughts on “„Krawcowa z Madrytu” María Dueñas

  1. Ja też nie mogłam się oderwać. Szyć nie znoszę, ale uwielbiam książki o szpiegach. A tutaj taki szpieg z przypadku i jeszcze romas w tle (pięknie zreszta odmalowanym). Czegóż chcieć więcej na długie zimowe wieczory?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s