„Noc w Lizbonie” Erich Maria Remarque

Twórczość Remarque’a znam słabo – żeby nie powiedzieć bardzo słabo – ale zostałam zachęcona opiniami „musisz, KONIECZNIE” ze stron osób, którym w sprawie literatury ufam. Zwłaszcza, że na półce znalazło się nowe wydanie* – w tłumaczeniu Ryszarda Wojnakowskiego – nic, tylko siąść i czytać. Miałam pewne obawy, nie tyle z uwagi na osobę Autora, co raczej temat: książki o wojnie niespecjalnie mi leżą. Ale, na szczęście, bezpodstawne.

Rzecz dzieje się faktycznie w ciągu jednej nocy w Lizbonie, ale od zmierzchu do świtu przenosimy się dzięki opowieściom w inne miejsca i czasy. Otóż pewnego wieczoru w Portugalii jeden z licznych uciekinierów bezsilnie obserwuje statek, który następnego dnia wypływa do Ziemi Obiecanej, do Ameryki. Nie ma pieniędzy, paszportu ani wizy. I nagle szczęśliwym zrządzeniem losu zaczepia go pewien człowiek. Przedstawia się jako Schwarz i obiecuje ważne paszporty i bilety na rejs do Stanów – w zamian za wysłuchanie jego opowieści. I tak razem z owymi dwoma mężczyznami, opowiadającym i słuchaczem, przemierzamy kolejne knajpy w Lizbonie, wysłuchując historii Schwarza. Emigranta, Niemca, męża. O tym, jak uciekł z kraju, jak wrócił, jak znów uciekał, ale tym razem – nie sam…

Bałam się, że mnie ta powieść zasmuci, przygnębi, dobije. Na szczęście, było wręcz odwrotnie. Smutne, owszem, ale nie przygnębiające. Piękna opowieść. Brakuje mi słów, by oddać jej niezwykłość – po prostu trzeba to przeczytać. A ja sobie obiecuję więcej Remarque’a w przyszłości.

*Erich Maria Remarque, „Noc w Lizbonie”, przeł. Ryszard Wojnakowski, wyd. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2003.

4 thoughts on “„Noc w Lizbonie” Erich Maria Remarque

  1. To ja zachęcony opiniami „powieść piękna; po prostu trzeba to przeczytać” ze strony osób, którym w sprawie literatury ufam, również muszę po tę książkę sięgnąć. Zrobię to tym chętniej, że proza Remarque’a jest jedną z moich ulubionych – tak, zdecydowanie. Jego historie zawsze są niezwykłe, a każde zdanie chce się przeczytać co najmniej dwukrotnie… To jak już przeczytacie „Czas życia i czas śmierci”, sięgnijcie po „Trzech towarzyszy”.

  2. Przeczytałam po latach. Na początku trochę się bałam, bo takie literackie powroty bywają niebezpieczne i lepiej czasem trwać w dawnym zachwycie, a nie wystawiać go na próbę. Ale tutaj zachwyt przetrwał i na dodatek okazał się dojrzalszy, pełniejszy. Ja też obiecuję sobie więcej Remarque’a – do niektórych książek po prostu trzeba wrócić. I można to robić bez obaw. Czyżby był to wyznacznik znakomitej literatury, co to się czasom nie kłania? Nie, nie będę wyciagać zbyt daleko idących wniosków. Szkoda czasu. Lepiej przeczytać „Czas życia i czas śmierci”. Kłaniam się przy okazji Panu Ryszardowi Wojnakowskiemu – tłumaczenie jest znakomite!

    1. A ja się jednak zastanowię nad wnioskami — prawdziwie wielkie dzieła to te, które nie znają upływu czasu, nie starzeją się, nie tracą na aktualności. To wyobcowanie, permanentna ucieczka bohaterów „Nocy w Lizbonie” – to przecież dotyczy nas także dzisiaj. I wpisuję „Czas życia i śmierci” na listę „do przeczytania” :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s