„Klątwa Konstantyna” Małgorzata i Michał Kuźmińscy

Krakowski duet antropologiczno-dziennikarski (i małżeński też) popełnił drugą swoją powieść historyczną. Kontynuacja „Sekretu Kroke” (przepyszna lektura), można czytać osobno, ale na pewno wiele umknie – zwłaszcza, że kilka postaci pełni ważną rolę w obu książkach. Porównania z „Sekretem…” narzucają się same, więc recenzja będzie trochę z perspektywy pierwszej powieści.

Kraków, lato 1945 roku. Do odbudowującego się po wojnie miasta przybywają setki ludzi, którzy chcą ułożyć życie na nowo/zarobić/zemścić się etc. Wśród nich – najgorszy szpieg III Rzeszy, książę Michaił Mikołajewicz Romanow (mój ulubieniec, wciąż) i eks-cichociemny, Andrzej „Segal” Mewa. Zostali wysłani przez wywiad amerykański (tak, tak!), by odnaleźć „Testament Konstantyna”, starożytny dokument, w którym zawarto pełną grozy klątwę, a ma ona dotknąć całą Europę. Testamentu poszukuje również major Torfow, jednooki enkawudzista, który działa z polecenia towarzysza Berii. Do tego tajna organizacja Szai, rodem z Palestyny, wysyła do Krakowa swojego bojownika, Awnera Koena. Jego misja to zemsta na konfidentach i szmalcownikach. A Awner przywozi ze sobą piękną Rebekę, którą niegdyś wiele łączyło z Miszą Romanowem. Cała ekipa tropi swoje cele i siebie nawzajem, szpieguje, robi podchody – nie wiadomo, jaki kto ma prawdziwy cel w tej całej rozgrywce. Ale będzie się działo.

Więc jeśli mnie zapytacie, która książka jest lepsza, odpowiem bez wahania „Sekret Kroke”. Nawet nie idzie o to, że „Klątwa…”, choć wciąga, bywa przynudna. Klimat jest inny. Tam – przedwojenny Kraków, utracone Kroke, prawdziwie żydowski Kazimierz. Tu – pierwsze chwile po wojnie, smród, nędza, ubóstwo. W poprzedniej książce zachwyciły mnie aluzje literackie czy różne odwołania do – nazwijmy to ogólnie – tekstów kultury (jak na przykład wtedy, gdy Rebeka mówi do akordeonisty „Zagraj to jeszcze raz, Sam, zagraj to dla mnie”). Tu było ich mniej – albo nie zgrzeszyłam zbytnią bystrością. Co nie oznacza, że należy ominąć tę książkę. Pierwsza była lepsza, nie oznacza to jednak, że druga jest zła.

A książkę przeczytałam w ramach wyzwania „Z półki”.

3 thoughts on “„Klątwa Konstantyna” Małgorzata i Michał Kuźmińscy

  1. Oj, podobało mi się. Początkowo podchodziłam do tej powieści trochę jak do jeża (po Twojej recenzji!), ale już w połowie mnie zauroczyła. Niestety, nie pamietam zbyt dobrze „Sekretu Kroke” poza cudownym klimatem. Tu rzeczywiście bardzo go brakuje, ale zmieniły się czasy i świat, czego boleśnie doświadcza wracająca do Krakowa Rebeka. Nie zmienił się za to na szczęście książę Misza Romanow, który próbuje się w nowej rzeczywistości z lepszym lub gorszym skutkiem odnaleźć. A ta rzeczywistość jest śmierdząca i brzydka, co Autorom udało się znakomicie oddać. Lubię jak książka mnie zaskakuje – klątwa Konstantyna od razu wydała mi się podejrzana, ale o tym sza. No i ten antykwariat pana Taffeta. Nie wspominając już o bojowniku Awnerze – sama wiesz, kogo mi przypomina.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s