„Służące” Kathryn Stockett

O Południu USA czytałam już trochę, co prawda p.e.b. (przed erą bloga), ale zawsze. I historycznie (pani Mitchell, pozdrowienia), i bardziej współcześnie („Północ w ogrodzie dobra i zła”). Bardziej w klimacie „Służących” było „Sekretne życie pszczół”, ale to cały czas nie to.

Jackson w stanie Missisipi, początek lat 60-tych XX wieku. To czasy sprzed Martna Luthera Kinga. Całe mnóstwo czarnych kobiet pracuje jako tytułowe służące u białych państwa, sprzątając, gotując i wychowując im dzieci. Wśród nich jest ciepła i pobożna Aibileen, a także pyskata Minny, jej przyjaciółka. Z mniejszą lub większą (ok., Minny z żadną) cierpliwością znoszą upokorzenia ze strony swoich chlebodawców. Czarne dzieci nie mogą chodzić do tej samej szkoły, co białe. Wspólne siadanie przy stole? Boże uchowaj! Co więcej, lokalna pani-chodząca-doskonałość, Hilly Holbrook, chce przeforsować zarządzenie, by czarne służące miały osobną toaletę i łazienkę, na przykład w garażu. Przecież są brudne…

Rzeczywistość Jackson w stanie Missisipi poznajemy z perspektywy trzech bohaterek, z których każda w osobnych rozdziałach opowiada o wydarzeniach w miasteczku. Dwie z nich to właśnie Minny i Aibileen, a trzecia to młodziutka Skeeter – przyjaciółka Hilly, odrobinę aspołeczna dziewczyna (biała, co istotne) o ambicjach literackich. Wszystkie trzy panie podejmują się bardzo ryzykownego przedsięwzięcia, które zmieni życie ich wszystkich. Pytanie tylko, czy na lepsze.

Oderwać się nie idzie od tej książki. Nie jest to sielankowa bajeczka o spokojnym miasteczku, o nie. Czasem włos się jeży, gdy sobie człowiek uświadomi, że tak się działo naprawdę i mnóstwo ludzi rzeczywiście miało takie poglądy (albo, co gorsza, ma je dalej). Jak wiadomo, nie ma tak mściwej i złośliwej istoty, jak biała pani. Ogromny plus także za tłumaczenie (przeł. Małgorzata Hesko-Kołodzińska). Każda z bohaterek ma swój idiolekt, swój sposób przedstawiania świata (zauroczyło mnie, jak Minny dzwoniła po „dochtora”, a Aibileen opowiada, że ktoś „ma fumy”). Ani trochę w tym sztuczności, naprawdę. Świetny przekład.

A tak poza tym, to sięgnęłam po tę powieść, bo nakręcili film na jej podstawie. Lubię najpierw przeczytać książkę i potem konfrontować własną wizję z pomysłem reżysera (w 9 przypadkach na 10 książka jest lepsza). Filmu jeszcze nie widziałam, ale zwiastun jest obiecujący – a do tego w rolę Skeeter wcieliła się Emma Stone, za którą przepadam i która mi bardzo pasuje. Nie mogę się doczekać, kiedy dorwę ekranizację. A powieść przeczytajcie, koniecznie. Ku refleksji.

One thought on “„Służące” Kathryn Stockett

  1. Znakomita i poruszająca książka. Jeszcze raz dziękuję Aniołkowi, co mi ją pod choinką zostawił. Doskonały przekład i to zdanie, a raczej dwa, które najbardziej wbiły mi się w pamięć: „Biała pani nigdy nie zapomina. I nie odpuści, póki nie umrzesz”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s