„Mroczne szaleństwo” Karen Marie Moning

Były wampiry, były upiory, były czarownice, ale jeszcze nie było elfów, a konkretnie sidhe. „Mroczne szaleństwo”, pierwszy tom „Kronik Mac O’Connor”, wpisuje się w trend urban fantasy z kobiecą postacią w roli głównej. Konkretnie, główna bohaterka wiedzie żywot sielankowy, do czasu, gdy w jej życie wkracza Tajemnicza Metarzeczywistość. Znamy to z „Domu Nocy”, „Księgi Wszystkich Dusz”, „Pamiętników wampirów” i paru innych. Do tego dochodzi najczęściej poszukiwanie jakiegoś złowrogie artefaktu, przystojny mężczyzna bliżej niewiadomej proweniencji i odkrywanie niezwykłych mocy, które bohaterka posiada w ilości niespotykanej. To ten typ literatury, gdzie dzięki błogosławieństwu narracji pierwszoosobowej bohaterka sumiennie spowiada się czytelnikom, co danego dnia założyła na siebie – a MacKayla Lane, długonoga blondyna, chadza wyłącznie w różu i fiolecikach, starannie malując paznokcie na adekwatny kolor. Do czasu.

Rzeczona MacKayla Lane, zwana Mac, mieszka w zapyziałym miasteczku w stanie Georgia i dzieli swój czas między imprezy, pracę w barze i zakupy. Jednak gdy jej siostra Alina zostaje zamordowana, Mac postanawia wyjaśnić sprawę. Zwłaszcza, że siostra pozostawiła jej przed śmiercią niepokojącą wiadomość na poczcie głosowej: „Tak mało wiesz. Mój Boże, nawet nie wiesz, kim jesteś! (…) Musimy znaleźć szi-sadu, od tego zależy wszystko! Nie możemy pozwolić, by oni to dostali!”. Mac wyjeżdża więc do Dublina, by rozwikłać zagadkę. Tam dowiaduje się, że owo „szi-sadu” to „Sinsar Dubh”, Mroczna Relikwia należąca do Tuatha Dé Danann, księga, której zaszyfrowane strony mają zawierać morderczą magię. I tak Mac wplątuje się w aferę nie z tej ziemi: „Sinsar Dubh” poszukują też sidhe, czyli elfy, czyli Tuatha Dé Danann, w tej powieści określana jako wysoko rozwinięta rasa, przybyła z innego wymiaru. Mac będzie się musiała z nimi zmierzyć i dowiedzieć się, kim tak naprawdę jest. Pomaga jej w tym Jericho Barrons, czyli przystojny mężczyzna niewiadomej proweniencji. Pomaga? Nie, raczej wykorzystuje do własnych celów. Ach, Jericho.

Przyznam, że zapowiadało się ciekawie – morderstwa, tajemnice, sidhe. Potem zorientowałam się, że to pierwszy tom cyklu (znowu…), zirytowałam, ale w miarę lektury poczułam się w miarę udobruchana. To znów casus „Pamiętników wampirów” – nie jest to literatura specjalnie wysublimowana, jako odmóżdżenie w sam raz. Będę narzekać, marudzić, ale i tak przeczytam dalej (kontynuacja trafiła do księgarń 5 października). Elfy też lubimy.

Książkę otrzymałam od wydawnictwa MAG – dziękuję pięknie!

*Karen Marie Moning, „Mroczne szaleństwo”, przeł. Anna Studniarek, wyd. MAG, Warszawa 2011, str. 22.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s