„Święte serca” Sarah Dunant

Według historyków, w XVI-wiecznych Włoszech prawie połowa szlachcianek szła do zakonu. Nie wszystkie czuły powołanie – koszty posagów tak wzrosły, że większość rodzin nie była w stanie wyposażyć wszystkich córek. Młodsze, lub mniej urodziwe, zdecydowanie niższym kosztem, trafiały do klasztoru.

„Święte serca” to powieść o takim właśnie miejscu – rzecz dzieje się w klasztorze św. Katarzyny w Ferrarze, w 1570 roku. Znajdziemy tam różne zakonnice: pochodząca z wpływowej rodziny, mądra i piękna opatka Chiara, surowa i nieustępliwa mistrzyni nowicjatu Umiliana czy Zuana, spokojna i rozważna mistrzyni infirmerii. Siostry ze św. Katarzyny słyną ze wspaniałych głosów, wystawiają przedstawienia, modlą się i pracują, zachowując względny spokój. W mniej lub bardziej uporządkowane życie klasztoru wkracza Serafina, szesnastoletnia nowicjuszka, dla której mury św. Katarzyny stają się więzieniem. Wysłana do klasztoru wbrew swej woli i z daleka od domu, kryje w sobie tajemnicę płomiennej miłość. Niepokorna dziewczyna obmyśla plan ucieczki, ale to nie będzie takie proste. Zwłaszcza, że nad wszystkimi żeńskimi klasztorami zbierają się ciemne chmury – w myśl kontrreformacji Sobór Trydencki wyda edykt, w myśl którego swoboda zakonnic zostanie mocno ograniczona.

Rozczarowałam się mocno „Kurtyzaną z Wenecji”, poprzednią powieścią Sary Dunant („Narodzinami Wenus” byłam z kolei zachwycona), toteż do „Świętych serc” podchodziłam nieco najeżona. Na szczęście, nie było źle. Autorka bardzo wnikliwie przestudiowała realia epoki i świetnie oddała klimat żeńskiego klasztoru. A polityka wewnątrz zgromadzenia może być równie skomplikowana, jak stosunki między skłóconymi państwami. Jedna frakcja zakonnic chce więcej umartwiania i nawołuje do pokuty, inne nie potrafią zrezygnować z wystawiania sztuk i koncertów, jeszcze inne chętnie podzielałyby ekstatyczne wizje jednej z klasztornych mistyczek. I młodziutka Serafina, mniej lub bardziej świadomie, staje się pionkiem w życiu politycznym klasztoru. Jej przemiana jest zaskakująca. Jednak dla mnie prawdziwą bohaterką tej powieści jest Zuana. Mistrzyni infirmerii wciąż rozmawia w myślach ze swym zmarłym ojcem, lekarzem, sama zaś zajmuje się apteką, zielnikiem i małym klasztornym szpitalem. Rozwija swoje medyczne zdolności i jest całkiem zadowolona ze stanu. Opatka przydziela jej do pomocy Serafinę i między dwoma kobietami rozwija się coś na kształt zażyłości – bo ciężko to nazwać przyjaźnią – która odmieni ich życie, a także życie całego zgromadzenia sióstr.

Dwie rzeczy mnie lekko irytowały – ogromna ilość przypisów (niektóre zasadne nawet, ale żeby tłumaczyć, co to jest brewiarz…) oraz używanie czasu teraźniejszego w narracji; ta druga rzecz to akurat subiektywny drobiazg i nie należy się sugerować, a ta pierwsza irytuje tylko na początku. Poza tym – bez zastrzeżeń. Gruba, historyczna, o kobietach – bardzo lubię takie książki. I jeszcze tak  ładnie się kończy!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s