„Kiedy ulegnę” Chang-Rae Lee

Tyle już o tej powieści słyszałam – że wstrząsająca, że wybitna, że wielkie dzieło, że koniecznie. Chang-Rae Lee, Amerykanin koreańskiego pochodzenia, profesor i pisarz, wielokrotnie był już nagradzany za swoje dzieła. „Kiedy ulegnę” to pierwsza jego książka przetłumaczona na język polski.

Narracja podzielona jest na dwa plany czasowe – lata 50-te i czasy współczesne. Dzięki temu, na dobrą sprawę od początku wiadomo, co i jak się wydarzyło, bo na tym drugim planie bohaterowie często odwołują się do przeszłości. I tak na planie pierwszym poznajemy 11-letnią Koreankę June, która podczas wojny straciła całą rodzinę oraz Hektora, młodego amerykańskiego żołnierza, który zaciągnął się do armii, by uciec przed traumatyczną historią rodzinną. Spotykają się po wojnie, w sierocińcu – June trafia tam jako podopieczna, a Hektor jako przynieś-wynieś-pozamiataj-złota rączka. W sierocińcu pracuje też pastor Tanner wraz z żoną Sylvie, piękną, nieszczęśliwą, targaną koszmarami z przeszłości. Hektor i June przejawiają skomplikowane uczucia do Sylvie – pożądanie pomieszane z miłością, troską i obsesją. Ich relacje zmierzają do niechybnej katastrofy.

Na drugim planie, tym współczesnym, umierająca na raka June przymusza Hektora, by ten pojechał z nią do Europy. Chce odnaleźć swojego syna (to zresztą też syn Hektora, ale nigdy go nie widział). Nicolas, tenże syn, wyjechał do Włoch i tam zajął się handlem dziełami sztuki, choć czasem dopuszcza się drobnych kradzieży. Matce wysyła pocztówki, czasem prosząc o czek. June od dawna nie miała od niego wieści i teraz pragnie się z nim spotkać. Czy chce się pożegnać z nim przed śmiercią? Być może. Trudno powiedzieć – relacje, które ich łączą, są skomplikowane.

Bardzo ciężko było mi dobrnąć do końca. Nie tylko dlatego, że w sumie wszystko było wiadome – czego nie cierpię – ale dlatego, że ci bohaterowie byli tak nieszczęśliwi. Choć nie, nieszczęśliwy to złe określenie. Oboje zdawali się akceptować swoją sytuację życiową, chyba nawet z pewną rezygnacją. I martwiło mnie to – że June nie ma kontaktu z synem, że Hektor zadowala się jałową egzystencją (a gdy już się nieco polepszyło, to i tak koleje losu nie pozwoliły mu na odrobinę szczęścia). Może to przez to, że ich charaktery były takie, a nie inne. Niemniej chciałam, żeby tragediach, których doświadczyli, mogli wieść spokojne życie. Żal mi ich było ogromnie. Choć koniec końców – June dużo mniej niż Hektora. Nie zrozumcie mnie źle – to świetnie napisana powieść. Niezwykle mnie tylko przygnębiła.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s