„Nazo poeta” Jacek Bocheński

Czyli druga część rzymskiej trylogii Bocheńskiego – po „Boskim Juliuszu”, zapiskach antykwariusza o Juliuszu Cezarze. Tym razem głównym bohaterem sceny jest Publiusz Owidiusz Nazo, elegik, ekwita, poeta. Tak, ten autor „Metamorfoz” i „Sztuki kochania”.

Książki Bocheńskiego to coś w rodzaju esejo-wykładu. Autor, niczym podmiot liryczny, wciela się w konferansjera, który z życia Owidiusza czyni spektakl. Zaczyna od Korynny, tajemniczej dziewczyny, z którą spotkał się młodziutki poeta – ale czy była ona rzeczywista, czy wytworem wyobraźni, czy też kobietą prawdziwą, ale zamaskowaną – nieważne, liczy się spotkanie pod Danaidami i te późniejsze kradzione chwile na wyścigach, gdzieś w małym pokoiku, na uczcie. Potem konferansjer prowadzi nas przez kolejne sceny i postaci z życia Owidiusza, antycypuje wydarzenia, odwołuje się do przeszłych i przyszłych autorów, a nawet wciela się w antycznego dziennikarza śledczego. Owidiusz bowiem, mając lat przeszło pięćdziesiąt, został skazany na bezterminową relegację do Tomis nad Morzem Czarnym. Dlaczego – na dobrą sprawę do dziś nie wiemy, ale Autor-konferansjer podsuwa nam, czytelnikom i widzom w jednym, kilka możliwych wytłumaczeń.

Ten przewrotny dialog konferansjera z odbiorcą wciąga od pierwszych stron. Nie wiadomo w sumie, co to jest – czy dialog, czy monodram, czy zapis wizji. Choć bardziej podobał mi się wywód antykwariusza o boskim Juliuszu, to i Owidiusz mnie urzekł. A czeka jeszcze Tyberiusz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s