„Made in USA” Guy Sorman

W epoce potężnych, transatlantyckich parowców tysiące imigrantów podejmowało trud podróży do nowej Ziemi Obiecanej, z nadzieją na lepsze jutro dla siebie i swoich dzieci. I tak, gdy z oparów mgły wyłaniała się strzelista figura Statuy Wolności, dał się słyszeć radosny okrzyk, zwiastun pomyślniejszej przyszłości: „L’America!”. Co takiego jest w Ameryce, w Stanach Zjednoczonych, że traktujemy je prawie jak raj na ziemi?

Do dzisiaj do Stanów rocznie przybywa około miliona imigrantów, zarówno legalnie, jak i nielegalnie. Niektórzy z nich decydują się na ryzykowną przeprawę z Meksyku przez Góry Skaliste. Opuszczają rodzinę, a na kartce papieru mają napisane, dokąd zmierzają: adres dalekiego kuzyna, jakaś farma w Kalifornii, przedsiębiorstwo w Los Angeles. Amerykański sen dodaje im sił, nadziei, odwagi.

Książka Guya Sormana – francuskiego pisarza i publicysty – to próba zmierzenia się z owym amerykańskim snem. Podróż i zaproszenie do podróży jednocześnie. Sorman, zafascynowany Ameryką od ponad 40 lat (pierwszą podróż odbył jako nieopierzony studencik), opisuje najróżniejsze aspekty życia w USA. Od imigrantów, przez Krzemową Dolinę, karę śmierci, 11 września i jego konsekwencje, mondializację, Afroamerykanów i rdzennych Amerykanów, po szkolnictwo i kalifornijskie problemy z elektrycznością – rozległa panorama. Sorman często konfrontuje Amerykę i Europę (głównie Francję, ale nie tylko). Wysnuwa przy tym zatrważający dla niektórych wniosek – wzory kultury amerykańskiej, uważanej niekiedy za gorszą, przenikają na Stary Kontynent i stają się normą obowiązującą. Innymi słowy, chcecie wiedzieć, co będzie w Europie? Zainteresujcie się tym, co się dzieje w Stanach.

Mnie osobiście najbardziej przypadł do gustu rozdział „Bóg to ja”, traktujący o „nowej amerykańskiej religii”, jak ją określił krytyk Harold Bloom. To zupełnie inny rodzaj duchowości niż w Europie – na dobrą sprawę wszystkie wyznania w Stanach (wyjąwszy ortodoksów, katolickich, żydowskich i innych) tworzą charyzmatyczne wspólnoty, nastawione na afirmację duchowego Ja.  „96% Amerykanów deklaruje, że wierzy w Boga, a 90% w Raj, 75% modli się codziennie, a jedna trzecia chrześcijan uważa, że osobiście spotkała Jezusa”*, pisze Sorman. Pastorzy, księża, rabini, zachęcają, by Boga szukać w sobie, nie gdzieś daleko, ponad, wysoko. Co ciekawe, nie wypowiadają się raczej na temat moralności swoich owieczek. Są mediatorami, nie głosicielami Słowa Bożego.

„L’America!”. Wielokulturowy tygiel, który kipi, ale jeszcze nie wybucha. Tak, ma w sobie coś przyciągającego. Amerykański sen zajmuje – i zapewne długo jeszcze będzie zajmował – ważne miejsce w marzeniach ludzi na całym świecie.

* Guy Sorman, „Made in USA”, przeł. Wojciech Nowicki, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2005, str. 93.

(recenzja została również opublikowana w serwisie BiblioNETka)