„Kobieta w czasach katedr” Régine Pernoud

Zwykliśmy sądzić, że co najmniej do czasu sufrażystek kobieta traktowano jako istotę gorszą niż mężczyzna. Skoro już Arystoteles uważał kobiety za niedoskonałych mężczyzn, a w II wieku Anno Domini jeden z Ojców Kościoła, Tertulian, określał płeć niewieścią jako wrota diabła… Régine Pernoud udowadnia nam jednak, że tytułowej kobiecie w czasach katedr – czyli czasach średniowiecza – wiodło się dużo lepiej niż w oświeconej nowożytności i wieku XIX.

Od Dhuody, autorki pierwszego traktatu poświęconego wychowani (wiek IX), przez liczne opatki, margrabiny, władczynie – jak królowa Anglii, Alienor z Kastylii – aż po Katarzynę ze Sieny i Joannę d’Arc (wiek XV). Od szkół klasztornych, w których edukowali się zarówno chłopcy, jak i dziewczęta, przez opactwa, ośrodki kultury i nauki, aż po dworną miłość, wyrażaną w najsubtelniejszych poematach. Panorama społecznej i kulturowej pozycji kobiet, zarówno szlachcianek, jak i zwykłych wieśniaczek. Od triumfu do upadku.

To kolejna pozycja z popularnonaukowego cyklu Książnicy, którą przeczytałam – była też jeszcze cudowna książeczka zatytułowana „Krowy, świnie, wojny i czarownice. Zagadki kultury” Marvina Harrisa. Też polecam. Ale pozwolę sobie zauważyć, że hasło „literatura popularnonaukowa” wywołuje niekiedy pobłażliwy uśmieszek. Szkoda, bo tyle ciekawych rzeczy się można dowiedzieć, a w Poważnych Pracach Naukowych najczęściej pojawia się niezrozumiały bełkot trudnych słów. Chyba lepiej napisać coś lżejszym tonem – oczywiście rzetelnie a zgodnie ze stanem rzeczywistym – dla szerszego grona czytelników niż uczoną rozprawę, którą przeczyta kilku specjalistów.

„Kamienna Ćma” Paweł Matuszek

Paweł Matuszek, krytyk, pisarz, niegdyś redaktor „Nowej Fantastyki”, popełnił teraz powieść. „Kamienna Ćma” – jego debiut – powstała zgodnie z wytycznymi autorskiej koncepcji Lopterus Press. Rzeczona koncepcja zakłada, że książka przemawia do czytelnika na wiele sposobów – nie tylko treściowo, ale też wizualnie. Ilustracje, zmiana czcionki, nawet książka w książce.

Tyle z formy, czas na treść. „Kamienna Ćma” to coś w rodzaju surrealistycznej baśni, osadzonej w post-apokaliptycznej rzeczywistości. Poziomy świadomości piętrzą się jeden nad drugim; usiłujemy je uporządkować wraz z Beddeosem, który tkwi jako strażnik w wieży na granicy cesarstwa, wydając glejty i obserwując pustynię. Jego jedynym towarzyszem jest mechaniczny pomocnik, Tyfon (bardzo sympatyczne stworzonko) i kilka fantastycznych istot. Problem w tym, ze Beddeos nie pamięta, co robił i kim był, zanim trafił do tego miejsca. A to dopiero początek mocno skomplikowanej wędrówki w głąb samego siebie, wprost do zagadki człowieczeństwa, Głębin, mazzmy, Konstruktu, abisali, Kamiennej Ćmy.

To nie jest książka, którą się kartkuje dla rozrywki, przeskakując wzrokiem co trzecią linijkę. Choć lektura bywa trudna, a świat wykreowany przez Matuszka ciężki do ogarnięcia, to wszystko tworzy spójną całość, magiczną i intrygującą. Całość, z którą trzeba się zmierzyć samodzielnie, całym swoim intelektem – bo nie ma łatwych, podanych na tacy rozwiązań. I tylko gdzieś w tle słychać trzepot Kamiennej Ćmy.

Książka trafiła do mnie dzięki uprzejmości pani redaktor z wydawnictwa MAG.