„Conan Barbarzyńca vol. 1” Robert E. Howard

Nieco sfatygowane wydanie kompletne pierwszej części przygód słynnego barbarzyńcy. Redagował i wstępem opatrzył Lyon Sprague de Camp, razem z Linem Carterem, którzy są także autorami (albo współ-) części opowiadań.

Mamy więc młodego Conana Barbarzyńcę, żyjącego w erze hyboryjskiej (esej na temat ery, napisany przez samego Howarda, również w załączeniu). W każdym opowiadaniu przypomina się szanownemu czytelnikowi, że Conan jest wysoki, ma czarną czuprynę i lśniące pod nią niebieskie oczy, a imponujące mięśnie dumnie prezentują się pod poszarpaną tuniką (o ile tunika w ogóle występuje, bo C.B. często pomyka nagi, wyjąwszy przepaskę i sandały). Absolutnie klasyczne heroic fantasy, trudno o bardziej sztandarowy przykład. Conan, zgodnie z wymogami podgatunku, dzielnie a wytrwale tłucze wszystkich, którzy mu stają na drodze, a w myślach kalkuluje, ile wina, kobiet i żarła (kolejność dowolna) nabędzie za zdobyte skarby. Sam Howard nie krył, że żywi do takich bohaterów upodobanie, bo „są nieskomplikowani. Wsadź ich w kłopoty i wszyscy będę spodziewać się, że zaczną sobie łamać głowę, wymyślając coraz to sprytniejsze sposoby, by się z nich wyplątać. Ale oni są zbyt głupi, by robić coś innego niż ciąć, strzelać czy grzmocić po karkach, by się wydostać z kłopotów” (cytat ze wstępu do rzeczonego zbioru opowiadań). Cóż, nie nastręcza to zawiłości fabularnych, ale przyjąwszy wszystkie przyległości heroic fantasy, to opowiadania łyka się w tempie zawrotnym. I to już od 80-ciu lat.

Za datę historyczną powstania fantasy w ogóle uważa się rok 1930, w tym bowiem roku Robert E. Howard popełnia małe dziełko pod tytułem „Feniks na mieczu”, traktujące o Conanie właśnie. I choć 6 lat później Howard odbiera sobie życie, to pozostawia po sobie kilkanaście opowiadań, a przede wszystkim, pomysł. Pomysł na mało wyrafinowanego, ale ogromnie popularnego barbarzyńcę o łopatologicznych poglądach, przetworzonego po tysiąckroć w filmie, komiksach czy najróżniejszych tie-inach*, popełnionych przez na przykład Sprague de Campa. Grunt, że Conan wiernych fanów ma do dzisiaj i mieć będzie po wsze czasy.

*tie-in – dosłownie: „dowiązanie”, czyli sequel tudzież prequel jakiegoś dzieła, ale stworzony przez innego autora (Andrzej Sapkowski, „Rękopis znaleziony w smoczej jaskini”).

2 thoughts on “„Conan Barbarzyńca vol. 1” Robert E. Howard

  1. O, odważnie, odważnie tutaj i bardzo dobrze. Pośród perełek i Conan się znalazł, i do niego przyznać się można i mieć odwagę należy. Jako fanka fantasy popieram. Dobry przegląd to całościowy przegląd i rąbaninka też się od czasu do czasu czytelnikowi należy. Też pochłaniam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s