„Przewodnik po kobietach według Franciszka Starowieyskiego” Izabela Górnicka-Zdziech

Mmm, to będzie orka na ugorze, zrecenzować tę książkę. To zacznijmy od spraw technicznych: „Przewodnik po kobietach” to trzecia, po biografii i antykach rzecz stworzona we współpracy artysty i dziennikarki. Starowieyski snuł opowieści, a Górnicka-Zdziech spisywała. I tak „Przewodnik po kobietach” to zbiór – ale nie komplet, jak podkreśla Starowieyski – różnych pań, ich typów, przypadłości, własności. Całość obliczona na… właśnie, na co? To już chyba każdy czytelnik indywidualnie sobie odpowie.

Niemniej, wiele intrygujących rzeczy się można dowiedzieć. Kto to jest prasamica albo kobieta upadła (ale upadła seksualnie czy intelektualnie, ha, oto jest pytanie!). Przez ile minut kobieta potrafi histeryzować. Jak kupuje się kwiaty tudzież biżuterię (tu bardzo adekwatna myśl: „Zawsze trzeba przy zakupie biżuterii popatrzeć na kobietę. Nie wystarczy, że rzecz jest cenna. Osoba, dla której się ją kupuje, musi mieć na jej widok błysk w oczach. Wtedy wiadomo, że na pewno warto”). Plus apoteoza Żony Pana Franciszka, Tereski (zwanej czule Rapetaskiem) i cała plejada przed-Teresowych romansów. Ogrom kobiet, które przewinęło się przez życie – i łóżko – artysty, zadziwia. Ale sposób, w jaki Starowieyski pisze o płci pięknej… to nie idzie o to, że jest to sposób deprecjonujący, pobłażliwy, bo nie jest. Ale absmak mi pozostał. W niejasny sposób nie podeszła mi ta książka, może za głupia jestem. Albo jestem kobietą.

2 thoughts on “„Przewodnik po kobietach według Franciszka Starowieyskiego” Izabela Górnicka-Zdziech

  1. Ja też jestem kobietą i to chyba niegłupią, a książka mnie ubawiła. Może dlatego, że czytałam ją z pewnym dystansem. Do tematu i do Autora. Wiadomo, że Franciszek Starowieyski był postacią niezwykle barwną (to delikatnie powiedziane) i może dlatego nalezy Go mierzyć nieco inną miarą. Choć z wieloma jego poglądami na temat kobiet się nie zgadzam, zafascynował mnie obraz odmalowanej przez Niego na początku epoki, która odeszła bezpowrotnie. A szkoda. To świat polskich dworków z ich tradycjami, zwyczajami, które dziś mogą nam się wydać nieco dziwne, ale mają w sobie nostalgiczny urok. Te ciotki rezydentki, panie dziedziczki, które nie mogły dawać upustu swojej złości, bo służba powie, że „mają humory”, sawantki cytujące poezję w wielu językach… To już należy do przeszłości, o której jednak nie wolno nam zapomnieć, bo przecież z niej wyrastamy. Ależ się patetycznie zrobiło! Na szczęście Pan Franciszek sypie pieprznymi anegdotami jak z rękawa i o zbytnim patosie nie może być mowy. Uśmiałam się chwilami setnie, czasem trochę wściekłam, ale bardzo się cieszę, że przeczytałam tę książkę. Na zawsze już zapamiętam wizję malarza, tworzącego swój nagi autoportret. A dlaczego? Cicho sza… No i jeszcze opowieść Maupassanta o biżuterii. Jednego tylko nie mogę Starowieyskiemu darować – niechęci do słowa pisanego. Ale wiadomo, malarz…

    1. No właśnie w tych momentach, w których domyślam się, że powinnam się śmiać, to jakoś mnie nie śmieszyło. Ale tak byłam nastawiona na ubaw że aż się chyba przecieszyłam. Owszem, opowieści o ciotkach-rezydentkach tudzież nagim autoportrecie były dobre, ale mimo wszystko jakoś nie podeszło. Cóż, de gustibus… na szczęście :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s