Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas

To nie jest tak, że ja nie mam w domu książek. Mam dużo. Ale czasem mam ochotę na konkretny gatunek, konkretny klimat, którym akurat nie dysponuję, zatem przy najbliższej wizycie u Mamy-Mality uderzam w żałobne tony „nie ma co czyyyytać!” i wynoszę stosy. Ostatnio stos bodajże siedmioelementowy. Zaczęłam zaś lamenty od tego, że przeczytałabym sobie jakąś zacną powieść historyczną (Mama-Malita akurat kończyła powieść Sarah Lark) i tak przygarnęłam powieść Maríi Dueñas – „Templanza znaczy umiar”. Continue reading „Templanza znaczy umiar, czyli Dueñas”

Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel

Dawno nie było #dziełzebranych – przeszło miesiąc! – między innymi także dlatego, że postanowiłam wytrwać przy idei mariażu dwóch choć minimalnie podobnych do siebie tematyką bądź proweniencją książek. Tym razem zatem, grudniową chłodną porą, sugeruję dwa dzieła polskie, w miarę nowe (jedno tegoroczne, drugie sprzed dwóch lat), mniej lub bardziej autobiograficzne, obydwa zdobyte w tym samym momencie dziejów. Continue reading „Dzieła zebrane #27: polska literatura współczesna – Grzegorzewska i Dehnel”

Teatr złoczyńców, czyli ostrożnie z tym Szekspirem

Dużo ciastek, dużo książek, czyli jak przetrwać zimę

Opowiadanie na nowo dzieł Szekspira chyba nigdy mi się nie znudzi. Dzieła mistrza ze Stratfordu inspirują od lat twórców do rozmaitych adaptacji i retellingów, w tym do tak cudownych rzeczy, jak mariaż elżbietańskiego teatru i Gwiezdnych Wojen czy Projekt Szekspir w 400 rocznicę śmierci dramaturga z udziałem poczytnych współczesnych pisarzy. M. L. Rio sięgnęła do dzieł Szekspira nieco inaczej – jej bohaterowie Szekspirem właściwie rozmawiają, wręcz nim żyją, co może mieć niebezpieczne konsekwencje. W końcu… to „Teatr złoczyńców”! Continue reading „Teatr złoczyńców, czyli ostrożnie z tym Szekspirem”

Purezento, czyli złote blizny doskonałości

Niektóre książki są zapowiadane i oczekiwane na wiele miesięcy przed premierą, a inne pojawiają się niespodziewanie – i właśnie słowo „niespodzianka” dominowało przy ogłaszaniu nowej powieści Joanny Bator. „Joanna Bator wszystkich nas zaskoczyła – jej plany dotyczące kolejnej książki aż do tego momentu owiane były tajemnicą”, donosił mail od wydawnictwa Znak, zwiastujący premierę „Purezento” o nitkowanej złotymi żyłkami okładce. Puściłam zatem w niepamięć moje ubolewania nad „Rokiem Królika”, bo oto nadeszła opowieść na wskroś japońska. Continue reading „Purezento, czyli złote blizny doskonałości”

Jak się wiedzie na Księżycu, czyli Artemis, czyli Andy Weir

Nie tak dawno temu świat oszalał na punkcie Marka Watneya, botanika i inżyniera, który wskutek wypadku został sam, jeden jedyny, na Marsie. A potem cały świat dokonywał cudów, by go uratować. Marsjańska ekspedycja, opisana w błyskotliwym debiucie Andy’ego Weira, zachwyciła także w wersji filmowej z idealnie pasującym do roli Mattem Damonem. Olbrzymi sukces powieści pozwolił Weirowi na całkowite poświęcenie się pisaniu i oto mamy efekty: po „Marsjaninie” przyszła kolej na „Artemis”, niedawno wydaną także w Polsce. Continue reading „Jak się wiedzie na Księżycu, czyli Artemis, czyli Andy Weir”

Dmitry Glukhovsky o backupie życia i byciu przyzwoitym, czyli Tekst

Nie jestem wielką entuzjastką narracji post-apokaliptycznych, choć zdarzało mi się czytać co nieco – od Stephena Kinga po Uniwersum Metro 2033. I to ostatnie jest tutaj kluczowe, bo jak się słyszy „Dmitry Glukhovsky”, to od razu myśli się „Metro”, poniekąd słusznie, ale jeden z najpopularniejszych współczesnych rosyjskich autorów popełnił także inne powieści. W tym tygodniu do księgarni trafiła najnowsza jego książka, „Tekst”, reklamowany jako „pierwsza realistyczna powieść” autora. I jest to bardzo przykry realizm, nie da się ukryć. Continue reading „Dmitry Glukhovsky o backupie życia i byciu przyzwoitym, czyli Tekst”

Pielgrzym, czyli sensacyjna rewelacja a.k.a. rewelacyjna sensacja

Ostatnio toczyłyśmy z Mamą-Malitą dyskusję o tym, jak nieprzebrane ilości wydaje się obecnie książek i jak wiele znakomitych lektur może nam po prostu umknąć, bo po prostu o nich nie usłyszymy. Zwłaszcza, że na szeroko zakrojoną promocję nie zawsze mogą liczyć naprawdę dobre książki. Uczciwszy całe to zagadnienie, trzeba przyznać, że tym bardziej dobrze jest liczyć na czytających znajomych online i offline, którzy coś odkryją i będą innych również do tego odkrycia nakłaniać. I tak połowa mojej rodziny już dawno przeczytała mocarną – objętościowo i treściowo – powieść sensacyjną „Pielgrzym” Terry’ego Hayesa, odnotowując ten fakt autografami na szmucpaginie, a mnie się jakoś nie zbierało. Ale nakłonili mnie. O, jak dobrze, że mnie nakłonili. O, jak ja się raduję Continue reading „Pielgrzym, czyli sensacyjna rewelacja a.k.a. rewelacyjna sensacja”